zaparkowany z boku

Nawet nie robiliśmy pani Kaweckiej wyrzutów, chociaż pieniądze były nam
potrzebne.
Ale bywały takie transakcje.
Miesiąc temu skapitulowała Francja i zdumiewająco szybko mieliśmy francuskie
samo-chody i motocykle w warsztacie. Renówki, Cytryny, motocykle Ghnom-Rhone.
Podobne do Beemek, ale jakby gorsze na oko. Swoboda palił francuskie i
angielskie papierosy, Ryszard Krauze przywoził skrzynki francuskich koniaków. Pewnie
Fräulein Hana też się podreperowała kosmetycznie.
Miałem z tego butelkę na kawę, którą pani Rysia gotuje nam do roboty. Stała
pusta na ławeczce przy biurze. Poręczna. I korek świetny. Jakby woskowany,
zakończony ebonitowym kapslem. Myślałem, że polubię tę butelkę i po wojnie będę
ją pokazywał znajomym. Pierwszego dnia jadłem obiad w Chevrolecie 1938.
Najbrzydszy z trzech modeli. Trzydziesty siódmy i trzydziesty dziewiąty były
ładne, w trzydziestym ósmym nie podobała mi się maska. Ale był to wygodny, duży
samochód. I zaparkowany z boku, więc można było spokojnie rozmawiać.
Przekąsiliśmy z Burkiem, potem kiedy wysiadaliśmy z wozu, butelka upadła na
beton i stłukła się. Pierwszego dnia. Jeszcze jej nie zdążyłem polubić, ale było
mi żal, że tak się to ułożyło.
Teraz ten woskowany korek pływał po wodzie na wędce Burka. Jest bardzo dobry,
może go Burek polubi i będzie pokazywał po wojnie? Może tak; może nie. Żeby coś
porządnie polubić, trzeba na to czasu. W zasadzie jest to sprawa cierpliwości.
Coś jak z łowieniem ryb.
– Mamy dziewiątą – powiedział Burek i wyciągnął wędkę.
Kiedy zdejmował z haczyka trzepoczącą się rybkę, gdzieś, daleko za nami odezwało
się skrzypienie. Do mostu szło się ścieżką zarośniętą krzakami i skrzypienie
dochodziło stamtąd.

Posted on Styczeń 20, 2010 at 08:07 by admin · Permalink
In: Z książki, odpowiadania

Leave a Reply