Parę rybek
– Fünfstücka Hania ma w dupie – rzekł Burek. – Jeszcze tydzień i będzie spała z
Bolczem. Zobaczysz, że Bolczo ją trzaśnie.
– Ich sprawa – powiedziałem nieszczerze.
Dochodziła dziesiąta i mieliśmy złowionych pięć rybek. Były to małe rybki i
trzeba by złowić wszystkie małe rybki z rzeki, żeby mieć z tego prawdziwą
kolację albo obiad. Parę rybek to jednak też było coś. Smażyło się je na oleju,
który kupowaliśmy w sklepiku Błasz-czyka. Były smaczne.
Chwilę potem mieliśmy szóstą, siódmą i ósmą małą rybkę, ponieważ małe rybki
kręciły się tu stadami koło filarów mostu. Teraz leżały poukładane rządkiem na
trawie. Patrzyliśmy na nie omijając wzrokiem własne nogi, chude i białe. Nie w
każdą niedzielę było słońce, w dnie powszednie łowiliśmy wieczorem, więc nawet
nie warto było rozbierać się. Tego dnia przy-szliśmy w kąpielówkach, bo nasz
drewniak stał jakieś trzysta metrów od mostu, przy torach. Mieszkaliśmy w małym
pokoju na piętrze. Wchodziło się drewnianymi zewnętrznymi scho-dami na coś w
rodzaju balkoniku i z tego było wejście do nas.
W lecie było tam przyjemnie. W zimie nie.
Już w listopadzie robiło się bardzo chłodno. Wtedy zaczynaliśmy pracę u Swobody.
Mó-wiło się u Swobody, ponieważ drugi brat pojawiał się tylko sporadycznie,
wiedzieliśmy go zaledwie parę razy. Interesem kierował Bolczo. Płacił nam
trzydzieści złotych tygodniowo. Pracowaliśmy jako Monteurgehilfen od siódmej
rano do piątej po południu. Od dziewiątej była godzina policyjna
