New Contact
Siedzieliśmy oparci o filar mostu. Dołem płynęła rzeka. Tuż przy naszych nogach,
ale o jakiś metr niżej, ponieważ w tym miejscu brzeg urywał się gwałtownie i od
razu było głęboko. W tym miejscu nie było dobrej kąpieli. Dobra kąpiel była
paręset metrów dalej, za hałdą piasku, który piaskarze wydobyli kiedyś, jeszcze
przed wojną, kiedy piasek był ludziom po-trzebny. Teraz nie był potrzebny i nikt
się piaskiem nie interesował. Nie było też piaskarzy.
–
W niedzielę jest najlepiej – powiedział Burek. – Nie ma pośpiechu z rybami. Jest
kupa czasu do godziny policyjnej.
– Naprawdę przyjemnie jest w sobotę – powiedziałem.
–
Owszem – zgodził się. – W zasadzie tak. Jeżeli pogoda jest dobra, to w sobotę
jest jesz-cze lepiej. Pomyślałem, że w sobotę przy każdej pogodzie jest
najlepiej, ale nie powiedziałem tego,
tylko wbiłem wędkę w skarpę i położyłem się na plecach. Burek też wbił wędkę w
skarpę i też się położył. Po niebie przesuwały się wolno białe obłoki. Było
przyjemnie i ciepło. Myślałem, że Burek śpi. Nie spał jednak. Co więcej,
myśleliśmy o tym samym.
– Widziałeś, jakie ma nogi w kostkach? – spytał.
Leżałemz zamkniętymioczami, ponieważsłońcewyszłozza mostu i świe-ci ło mi w
twarz.
